• Wpisów:26
  • Średnio co: 75 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 11:39
  • Licznik odwiedzin:6 931 / 2045 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
hej .! sama często szukam jakichś fajnych opisów na gadu To łapajcie kilka i napiszcie który najlepszy .! Miłego dnia blogowicze . sorridere
----------------
Ja go nie kocham. Wcale nie mdleję na jego widok, wcale nie przepadam za jego zapachem, wcale nie myślę o nim bez przerwy i w ogóle nie lubię jego namiętnych ust..!!! -Mówiła krzyżując palce.


Silę się na obojętność,udaję,że mnie nie interesujesz,nie zadaję pytań,na które chcę znać odpowiedź,unikam spotkań,chociaż twoja twarz jest pierwszą,którą sobie przypominam każdego wieczora i poranka


Bo wystarczy jedno Twoje spojrzenie i znów wraca mi uśmiech


to smutne ukrywać się przed czymś, czego tak bardzo pragniesz...


"Mieli bardzo prosty plan: być razem do końca życia. Plan, co do którego wszyscy z ich kręgu zgodziliby się, że jest jak najbardziej realny. Byli najlepszymi przyjaciółmi, kochankami i bratnimi duszami i wszyscy uważali, że bycie razem jest ich przeznaczeniem. Ale tak się złożyło, że pewnego dnia przeznaczenie bezdusznie zmieniło zdanie."


Jak daleko musiałabym odejść, abyś poczuł czemu ze mną chcesz być?


Piszę, choć wiem, że może nawet nie przeczytasz..


Wiesz dlaczego, gdy rysujesz serce, nigdy ono nie jest równe? Bo zawsze jedna osoba kocha bardziej


To zawsze przychodzi tak zupełnie niespodziewanie. Wmawiasz sobie, że na pewno się nie zakochasz i orientujesz się nagle, że wpadłaś po uszy i chyba już za późno. Potem pewnie będziesz cierpieć, bo to miłość bez wzajemności, prawda? Zostanie Ci parę wspomnień i jego śmiech gdy mówiłaś coś, nawet zupełnie niezabawnego, a on się śmiał, żeby sprawić Ci przyjemność, potem nazywał kretynką, Ty jego biłaś po głowie i ganialiście się w deszczu. I zostaje Ci tylko tyle i już jest za późno na wmawianie sobie "nie zakocham się w nim".


Kocham na Ciebie patrzeć, odrywając wzrok od książki, siedząc na szkolnym korytarzu


Jeżeli choć trochę jestem dla Ciebie ważna, zrób chociaż mały gest...


` gdyby tęsknił, to by powiedział. gdyby chciał, to by napisał. gdyby kochał, to by się umówił. bez żadnego 'ale'. a teraz to zapamiętaj.


Trochę alkoholu, żeby zapomnieć, dużo czekolady, żeby zrozumieć, paczka chusteczek, aby się wypłakać i nowa miłość, aby być szczęśliwą.


poprawianie poduszki, czy przekręcanie się z boku na bok nie pomoże. tutaj potrzebne jest Twoje 'dobranoc'.


Kobieta ma tyle siły, że zadziwi mężczyzn... Dźwiga ciężary losu, rozwiązuje problemy, jest pełna miłości, radości i mądrości. Uśmiecha się gdy chce krzyczeć, śpiewa gdy chce się jej płakać, płacze gdy się cieszy i śmieje gdy sie boi. Jej miłość jest potężna. Jedyna niesłuszna w niej rzecz to to, że często zapomina ile jest warta.


Gdy w przyjaźni jedynym, co was różni jest płeć - bądźcie czujni, bo miłość już was obserwuje.


Ze wszystkim sobie poradzę, ale sama się nie przytulę.


Serce najbanalniejszym brzmieniem odpowie na najtrudniejsze pytania


Przysięgam na mojego ukochanego misia i żelki, że jesteś dla mnie najważniejszy.


Najgorsze rzeczy robi się podobno po pijaku . Wyobraź sobie człowieku, jaka musiałam być pijana, gdy się w tobie zakochałam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Moje part 5 ulubionych piosenek Znacie którąś z nich .? Co o nich sądzicie. Dla mnie KAŻDA z nich jest tak samo WAŻNA, bo wiąże się z różnymi moimi słabościami, poznaniami kogoś, zakochaniami i wgl. Miłego słuchania.




Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Zdrowie- Jak dla mnie jedna z najważniejszych rzeczy w naszym życiu, choć może rzecz to nieodpowiednie słowo w tym przypadku. To coś czego za żadne skarby nie kupimy i coś nad czym tak naprawdę zbyt wielkiej kontroli nie mamy. Owszem, możemy ciepło się ubierać w zimę i łykać witaminki, by w tym chłodnym okresie nie złapało nas przeziębienie, ale to z reguły i tak mało pomaga. Jeśli ktoś chorowitkiem jest z natury tak, jak np. ja to choćby wszyscy na mnie chuchali i dmuchali to swoje odchorować muszę..
Ale zwykłe przeziębienie oczywiście nie ma być głównym tematem tej notki. Przeziębienie, jak szybko się przyplątało, tak szybko sobie pójdzie, gorzej jest jednak, gdy mamy styczność z czymś poważniejszym. Upierdliwymi choróbskami, bezlitośnie atakującymi z Nienacka..
Nie da się opisać słowami tego, co czujemy, gdy dowiadujemy się, że ktoś bliski naszemu sercu, jest chory, ciężko chory.. Ja doskonale pamiętam, jak kompletnie przestałam racjonalnie myśleć, gdy mój chłopak przekazał mi wiadomość o swojej chorobie. W jednej chwili wali się człowiekowi świat na głowę. Wszystkie plany, marzenia nagle stają pod ogromnym znakiem zapytania. Głowę przepełniają wypowiadane stokroć razy pytanie DLACZEGO, oplecione w paraliżujący strach, pozostaje bez odpowiedzi..
Obsesyjne wręcz staje się to jak nasza podświadomość podsyła nam czarne scenariusze, a my kompletnie nie potrafimy sobie wyobrazić tego, jak będziemy funkcjonować bez tej osoby, gdy coś pójdzie nie tak? Przecież to nierealne.. Dlaczego Bóg po raz kolejny postanowił sprawdzić moją wytrzymałość? Dlaczego to musi być akurat ktoś bliski mnie? Dlaczego to akurat moja mama, siostra, babcia, przyjaciółka? Dlaczego mój tato, mój brat, mój dziadek, mój przyjaciel? Tym bardziej boli, jeśli ten ktoś zawsze starał się dbać o swoje zdrowie i je szanował. Ja pamiętam doskonale, jaki ogromny błąd popełniłam.. Przemówił przeze mnie totalny egoizm i nie mogłam znaleźć racjonalnego wytłumaczenia na to, że ktoś młody, kto szanuje swoje zdrowie i życie, właśnie może je stracić, a ktoś kto jest z marginesu społecznego, wybiera np. picie i tułanie się po opuszczonych budynkach i kompletnie nie szanuje swojego daru od Boga jakim jest życie, chodzi sobie po świecie zdrowy. W tamtych chwilach zapomniałam, że przecież życia każdego człowieka ma równorzędną wartość. Nawet, jeśli ktoś zbacza z właściwej drogi i się gubi. Zasługuje na szansę, by się odnaleźć.
Jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości? Jak zachowywać się w stosunku do chorej osoby? Unikać drażliwego tematu, czy wręcz przeciwnie? Wypytywać o wszystko licząc, że tej osobie ulży? To, co mogę powiedzieć na podstawie własnych doświadczeń.. Osoba chora potrzebuje naszej podwójnej uwagi. Nawet jeśli się broni mówiąc: Zostaw, odejdź, nie potrzebuję niczyjej łaski i tego, by był ze mną z litości. Naprawdę nie dajcie się zwieść tym słowom. Z reguły osoby chore, mówią tak, by nas ochronić, licząc, że przez to, że nie będziemy w całą sprawę aż tak zaangażowani lepiej to zniesiemy, ale w gruncie rzeczy, tam w środku, głęboko w serduszku, nieśmiało tego potrzebują.
Musimy tej osobie pokazywać, że pomimo choroby jest dla nas wciąż, tak samo wyjątkową i wspaniałą osobą. Nie jest nawet w najmniejszym stopniu kimś gorszym od człowieka zdrowego! Nie możemy pozwolić na to, by ta osoba poczuła się ciężarem. Rozmawiajmy dużo, ale nie skupiajmy wszystkiego na chorobie, postarajcie się żyć, jak dawniej. Wiem, że to nie jest łatwe, bo gdzieś w głowie i w sercu zawsze będzie myśl, że tą osobę niebawem możemy stracić, ale warto postarać się, oderwać tą osobę na chwilę od zmartwień.
Na własnej skórze przekonałam się, jak ogromny wpływ ma nasze podejście do całej tej, trudnej sytuacji. Ja kiedy dowiedziałam się o chorobie mojego chłopaka stałam się inną osobą. Byłam niemalże wrakiem człowieka, a moje łzy w niczym Mu nie pomagały. Wreszcie, któregoś dnia wzięłam się w garść. Wpoiłam sobie do głowy myśl, że przecież musi być dobrze. Rak jest jeden, a my dwoje. Bóg wiedząc, jak jesteśmy szczęśliwi i jak wiele przed nami nie miałby serca zrobić nam takiego świństwa i przekreślić wszystkich marzeń. Przecież nie zrobi nam po złości. Nie rozdzieli nas. On po prostu chciał nam uświadomić, jak wiele dla siebie znaczymy i sprawdzić na ile nasze uczucie jest prawdziwe.
Uśmiech to podobno jedno z najlepszych lekarstw. Podpisuję się pod tym rękami i nogami.
Nasz uśmiech daje siłę i motywację osobie chorej. Co więcej, on zaczyna gościć na twarzy naszego, własnego słoneczka i jest najpiękniejszym z możliwych widoków.
Mam nadzieję, że wszyscy chorzy, bądź osoby, których bliscy chorują wyciągną z tych moich słów odrobinę optymizmu, zapału i wiary. Wiary przenoszącej góry.
-------------------
co o tym sądzicie .? sorrridere
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
.Wymiana
także za NAJWSPANIALSZY tydzień w moim życiu mosaic friends i Polski ; >
Mosaic :
Teja, Josh, Kaja, Nina, Dominik, Vincenzo, Ginty, Pel`, Eliott, Rossella, Antone`, Krystian, Liam, Callan i całej reszcie ; ))
było naprawdę SUPER .!
and now let`s forget about someone...
--------------------------
Spędziliśmy 5 cudownych dni. Moknąc w deszczu na rynku z Poznaniu, piciu gorącej czekolady w Sowie, smażąc kiełbaski na ognisku, grając w gry zespołowe, jeżdżąc na zakupy, do restauracji, na spacery... Mamy maaasę zdjęć, jeszcze więcej wspomnień. Małe zauroczenie w moim wykonaniu też jest. Także nie żałuję, ani jednej minuty spędzonej z Mosaic Friends i ludźmi z Polski <3
Naprawdę były warte te wszystkie godziny przygotowań, kilka nie przespanych nocy... Zdobyłam wielu przyjaciół z Niemiec, Słowenii, Włoch i Wielkiej Brytanii.
-----------
A teraz powracam do standardowych wpisów
 

 
coraz rzadziej dodaję notki, ale spowodowane to jest wymianą jest świetnie, pogoda nie dopisuje(-.-) ... Teja jest taka sama jak ja, ćwiczymy język, chodzimy na zakupy i wiele, wiele. Opiszę wszystko jak będę po. Także trzymajcie kciuki za mój English ;D
 

 
Wenecja - miasto miłości, romantyzmu. Jakoś to miasto bardziej przemawia do mnie niż Paryż
Cudowne widoki, Gondole, nastrój. Ten niezwykły klimat miasto zawdzięcza przede wszystkim urokliwym kanałom. Zakochane pary marzą, by spędzić romantyczne chwile w gondoli, całować się pod Mostem Westchnień czy przejść się uliczkami, po których chadzał osławiony kochanek Giacomo Casanova.
To miasto położone na stu wyspach oplecionych labiryntem kanałów. Miasto niezwykłe, bo niezmienione od stuleci. Tu znajdziesz ulice pełne lazurowej wody, po której zamiast taksówek kursują smukłe łodzie gondolierów przypominając o morskich tradycjach Republiki Weneckiej. Tu spotykają się zakochani z całego świata, oddając się uczuciom i niezwykłemu klimatowi miasta.
----------------
A wy wolicie Paryż czy Wenecję .?
  • awatar Pewdiepie Bro ♥: Zdecydowanie Wenecja. Byłam, widziałam, wiem. Może w Paryżu nie byłam, ale Włochy zawsze były na drugim miejscu po Polsce. Teraz spadły, ale gusta się zmieniają
  • awatar Gość: Nie lubię romantyzmu.
  • awatar miss obvious: Wenecję:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Niestety obserwując współczesne społeczeństwo stwierdzam, że to zjawisko występuje i to chyba coraz częściej. Przykre jest to, że czynniki na, które nie mamy wpływu w jakiś sposób eliminują nas z życia towarzyskiego i w oczach innych ludzi stawiają w złym świetle. Zapędzają nas w koziu róg, w którym góruje poczucie beznadziejności, a niska samoocena wyściułała każdy kącik, w którym sobie wygodnie spoczywamy. Tłamsimy w sobie to, co naprawdę powinno być dla nas czymś do dumy, tylko i wyłącznie przez to, że Bóg poskąpił nam urody, mamy jakieś defekty, które przysłaniają wszystko to, co jest w nas wyjątkowe.

Wkurzamy się, że tamta to ma chudsze nogi, ten bardziej przyległe uszy, jeszcze inna mniejszy nos, a jeszcze ktoś prostsze zęby. Ale czy tak naprawdę ilość np. cm w udzie ma wpływ na to jakim, kto jest człowiekiem? Czy waga to odzwierciedlenie naszych cech charakteru? Rozmawiamy z czyimiś nogami, czy z tą daną osobą? Przepisem na udaną rozmowę jest odpowiedni wymiar rozmówcy, czy jego charakter i to, czy zwyczajne klei nam się rozmowa? Z przerażeniem patrzę z jaką łatwością przychodzi ludziom wytykanie innym niedoskonałości w ich wyglądzie. Niedoskonałości, na które powtarzam nie mamy wpływu. Tacy się rodzimy i mamy do wyboru. Albo zaakceptować siebie i cieszyć się życiem, albo biadolić przez pół życia i pozwolić na to, by jakieś chore wzorce innych ludzi, które zaczerpnięte są z gwiazd telewizyjnych, nad których wizerunkiem pracuje masa osób, sprawiły byśmy przestali cieszyć się życiem. Uwierzcie mi, że jeśli zaakceptujemy samych siebie i pokochamy własne niedoskonałości, które są częścią nas to inni też przestaną zwracać na nie uwagę. Dlaczego? Chociażby dlatego, że zobaczą, ze wcale nas one nie ruszają. Kompletnie nie rozumiem tego, dlaczego co niektóre chociażby tutaj non stop zwracają uwagę na mój nos, który rzekomo wielkością odbiega od normy, na usta, które są małe i na nogi, które podobno porażają krzywością, skoro to są MOJE części ciała i jeśli komukolwiek miałyby przeszkadzać to tylko MNIE, a nie jakiejś 3 osobie, która w swoim mniemaniu jest idealna, ale widocznie słabo się w tej idealności odnajduje, skoro ma potrzebę wytknięcia defektów innym. Zanim zaczniemy wpieniać się o kolejny pryszcz na twarzy, który koniecznie trzeba zaraz zatuszować pomyślmy o ludziach, którzy mają na twarzach jakieś narośle, zniekształcające ich twarze. Pomyślmy o poparzonych ludziach, o osobach chorych, którzy nie mają najmniejszego wpływu na to, jak ogromne zmiany zajdą w ich organizmie w wyniku choroby.

Śmieszy mnie też to, jak ktoś kurczowo starał się wpędzić mnie w takie poczucie niższości, bo nie widział u mnie najkaczów, czy conwersów na nogach. Ja nie czuję potrzeby noszenia na sobie markowych ciuchów.

Zapewniam, że moich przyjaciół nie interesuje to jakie buty mam na nogach.

A jeśli ktoś jest zepsuty to choćby nie mieściły się mu w szafie wszystkie drogie rzeczy, nie uczynią z niego lepszego człowieka.

Najsmutniejsze chyba w tym wszystkim jest to, że są ludzie, którzy temu ulegają. Dają sobie wmówić, że są nikim. A to młyn na wodę dla tych szyderców.

Zapewniam Was, że na stare lata zostaną sami, bez pomocy i nie będą mieli nawet od kogo dostać szklanki wody. A szykownymi ciuchami to będą mogli sobie jedynie wypełnić szafę i popatrzeć, co osiągnęli. Tylko teraz odpowiedzmy sobie szczerze. Ważniejszy jest markowy garnitur w szafie/sukienka od renomowanego projektanta, czy ktoś przy naszym boku, kto będzie kochał nas takimi jakimi jesteśmy. Weźmie nas w pakiecie razem z naszymi niedoskonałościami, które pokocha równie mocno, jak nas i jeszcze uczyni z nich zalety.

Zapamiętajcie, że nikt, kto ocenia nas na podstawie wyglądu, nie widzi nic poza nim NIE JEST wart naszego czasu. Nas, ludzi z dodatkowymi kilogramami, czy nosami, które nie wyglądają jak te u pań, które do chirurga plastycznego chodzą częściej niż do rodziny w odwiedziny!
-----------------------
co o tym sądzicie .? sorridere
  • awatar Wredota.! <3: A ja zaakceptowałam swoje niedoskonałości i dobrze się z tym czuję. :)
  • awatar Wampirka Vivian: ludzie są dziwni, przejumją się każdą drobnostką, ja też, ale z tym walczę, a tak poza tym świetny tekst :)
  • awatar Ellie .: Ty jesteś zajebista ; o Czytam twoje wpisy i nie mogę sie naczytać . ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Wierzycie w miłość przez gadu, fejsa albo czat.? Ja nie. Chyba, że poznasz kogoś ze swojego miasta/wsi. Wtedy ma to jakiś sens. Ja na przykład kiedyś pomyliłam nr i napisałam na gadu do innej osoby. Okazało się, że też mieszka w moim mieście. Po 2 miesiącach pisania spotkaliśmy się - do dziś się przyjaźnimy. Jeżeli chodzi natomiast o miłość na odległość przez fejsa to jest to po prostu nierealne, przeżyłam coś takiego .. zbyt duża odległość (450km) zniszczyła wszystko. Przestaliśmy sobie ufać i w ogóle nic się później nie układało. Takie związki są na max kilka miesięcy.. Dlatego sądzę, że lepiej poszukać sobie kogoś w realu, takiego do przytulenia. Miłość przez gaduu jest trudna, wymaga ogromnego angażu i zaufania. Każdy może napisać do tej osoby z którą `jesteś` przez gaduu czy fb. Może nagadać jej kompletnych bzdur, a potem to już wszystko się posypie. Aczkolwiek są wyjątki . Ja przez głupie gaduu zyskałam PRAWDZIWEGO przyjaciela. Ale to inna bajka bo on mieszka tam gdzie ja więc nie było problemu żeby się spotkać.
Mimo wszystko miłość z REALU jest lepsza
  • awatar miss obvious: ja mam takiego chłopaka na niby z USA. Nigdy się nie widzieliśmy, ale gadamy przez skajpaja. Poznaliśmy się na chatroulette:) I mimo tego, że to nie jest prawdziwa miłość, to jednak jest fajnie mieć kogoś, z kim można pogadać. Pokuszę się na stwierdzenie, że dzięki netowi zyskałam wspaniałego przyjaciela
  • awatar Gość: Ja też się zgadzam. Poznałam pewnego chłopaka przez gadu. Mieszka 350km odemnie i wciska mi kity że mnie kocha. Hahah. Wiem że tak oje jest bo nigdy się nie widzieliśmy a on może tylko podziwiać moje zdjęcie z fejsa.
  • awatar Brałabym Cię ♥: zgadzam się . :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
w niedzielę, przyjeżdża do mnie Słowenka - Teja . Jest to szkolna wymiana. Chciałabym podarować jej i jej rodzicom coś oryginalnego z Polski . Macie może jakieś ciekawe propozycje, co mogłabym kupić .? sorridere
  • awatar Gość: Ja się zgadzam z Wiedźma1 :]To będzie oryginalne '')
  • awatar miss obvious: idź do Cepelii, kup np. drewniane zabawki.
  • awatar teenagedreams: coś oryginalnego hmmmm no nie wiem nie mam pomysłów. jak ja gościłam francuskę to prezent dałam na końcu jak wyjeżdżała - zdjęcie ze mną w ramce na pamiątkę i ładną apaszkę na szyje, za to jak ja przyjechałam do niej to jej rodzicom wódkę polską ładnie zapakowaną i tradycyjną krakowską kiełbasę. wiem, że moja koleżanka kupiła swojej jakieś bluzki I love Polska czy coś w tym stylu jakieś przewdoniki po mieście, bo głownie to takie rzeczy się daje nic specjalnie drogiego ;d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Po piekielnie gorącym dniu, nadeszła burzowa noc. Liliana kręciła się z boku na bok, nie mogąc zasnąć nawet na chwilę. Co kilka sekund granatowe niebo przecinała błyskawica, która sprawiała, że w dotychczas pogrążonym w mroku pokoju, robiło się nienaturalnie jasno. Po krótkim namyśle postanowiła na jakiś czas zrezygnować ze snu. Podniosła się i wyciągnęła rękę w stronę szafki nocnej by zapalić lampę. Po chwili usłyszała głośny grzmot i w pokoju ponownie zrobiło się ciemno.

- Tylko nie to – powiedziała do siebie. Miała nadzieję, że to nie przez nią wysiadł prąd. Spojrzała na zegarek elektryczny który stał obok lampy – teraz wyświetlało się tylko ciemne pole. Po woli wysunęła nogi spod kołdry i wsunęła je w kapcie, które miała ustawione zawsze obok łóżka. Nałożyła na siebie szlafrok i biorąc po drodze klucz, wyszła na korytarz. Wokół panowały egipskie ciemności. Chciała jedynie przejść do pokoju rodziców, który był na końcu korytarza. Była wdzięczna losowi, że dzisiejszą noc Amelia postanowiła spędzić z opiekunami. Sama była bliska paniki, a gdyby przyszło jej uspokajać jej jeszcze młodszą siostrę… nie chciała o tym myśleć. Żałowała teraz, że w ogóle wpadła na pomysł, aby opuścić bezpieczny pokój. Przez chwilę rozmyślała nad powrotem, jednak była już zbyt bliska celu. Z trudem rozpoznawała numery pokoi.

„303, 302, 301…” odliczała w myślach, aż nie stanęła pod drzwiami oznaczonymi numerem 300. Wahała się, czy na pewno powinna ich niepokoić, jednak musiała sprawdzić, czy problem z prądem wystąpił jedynie u niej. Chciała, by ktoś się tym zajął. Nienawidziła ciemności. Chociaż nie wypadało jej się do tego przyznawać, zawsze się ich obawiała. Wolała światło, gdzie wszystko było widoczne i płatało psikusów. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, iż to wszystko to tylko jej wybujała wyobraźnia, która włączała się zawsze w najmniej odpowiednim momencie.

Drzwi okazały się zamknięte. Oczywiście, mogła się tego spodziewać. Nikt nie zostawia otwartych drzwi na noc. Zapukała kilka razy i odsunęła się, czekając na jakikolwiek odzew. Gdy nie było żadnej reakcji ze strony rodziców, powtórzyła czynność, jednak i tym razem nikt się nie odezwał.

- Dziwne – szepnęła. Nigdy nie sądziła, by rodzice mieli tak głęboki sen. Tym bardziej Amela, która budziła się przy najmniejszym szmerze. Wzdychając, odwróciła się i ruszyła w stronę windy. Miała zamiar wyjaśnić sprawę prądu w recepcji.

W połowie drogi zatrzymała się, zdając sobie sprawę, że jeżeli prądu nie ma w całym budynku, widna także nie ruszy. Z lekkim ociąganiem pospieszyła w kierunku schodów.

Hol także pogrążony był w ciemnościach. Teraz była pewna, że prądu nie było w całym budynku. Myślami powróciła do nocnej imprezy na plaży. Czy ktoś tam jeszcze jest? Miała nadzieję, że nie zrobiła z siebie większego głupka niż jest. Bardzo zależało jej na poznawaniu nowych ludzi. Zawsze była typem samotnika, lecz teraz zaczęło brakować jej kontaktów z rówieśnikami. Pragnęła ich jak ryba wody. Lecz inni najwyraźniej sądzili inaczej, dając jej szlaban na jakiekolwiek wychodne. Westchnęła i nabrawszy powietrza w płuca, krzyknęła.

- Jest tutaj ktoś?! Halo!

Nie usłyszawszy żadnej odpowiedzi, zawołała ponownie, podchodząc do recepcji. Serce waliło jej jak oszalałe. Nie miała pojęcia czego może się spodziewać.

- Słucham? – usłyszała za sobą głęboki, męski głos. Natychmiast odwróciła się, czując, że zaraz zemdleje. Przed nią stała wysoka, dobrze zbudowana postać, której twarzy nie mogła dostrzec, gdyż mężczyzna, to musiał być mężczyzna, stał, oślepiając ją latarką. Liliana odruchowo zakryła oczy, czym dała nieznajomemu do zrozumienia, że nic nie widzi. Ten, jakby nie zdając sobie sprawy z jej cierpień, nadal nie zmienił pozycji.

- Chciałam się dowiedzieć, co się stało – odpowiedziała w końcu, szczelniej otulając się szlafrokiem.

- Korki wysiadły, jednak do rana powinno być już wszystko w normie.

Ta odpowiedź jej nie usatysfakcjonowała. Musiała wiedzieć, czy to jej wina.

- Wiadomo, co się stało?

- Spokojnie, to wszystko przez burzę. – dziewczyna przełknęła ślinę i odetchnęła wiedząc, że nie zrobiła nikomu kłopotu. – Nie może pani spać?

Liliana zdziwiła się trochę na to oficjalne określenie, jednak postanowiła go nie poprawiać.

- Tak. Chciałam poczytać i spostrzegłam, że nie ma prądu – odpowiedziała zgodnie z prawdą.

- Da sobie pani radę? To znaczy, znajdzie pani drogę powrotną? Może trzeba pani pomóc?

- Pomóc? W jakim sensie? – zapytała zaskoczona. Mężczyzna również zasępił się na chwilę, jakby szukając właściwych słów.

- Proszę mi wybaczyć moją zuchwałość, ale pani stan nie jest odpowiedni na nocne przechadzki – wybełkotał. Dziewczyna wytrzeszczyła na niego oczy i złapała się pod boki.

- Mój stan?! – wrzasnęła

- Ciąża – odpowiedział nieznajomy, cofając się kilka kroków w tył. I w tym momencie ich oczy się spotkały. Dziewczyna straciła trochę na pewności siebie, widząc oczy młodego chłopaka. Były czarne jak węgiel. To był on! Chłopak – dlaczego wzięła go już za prawdziwego mężczyznę? – wydawał się jej nie poznawać.

„ Oczywiście – pomyślała – ktoś taki jak on musi się pewnie odpędzać od dziewczyn. Trudno mu zapamiętać taką twarz jak moja”

- Przepraszam bardzo – powiedział szybko, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.

- Czy to naprawdę jest aż tak zabawne? – zapytała naburmuszona. – Na pewno wiele kobiet jest ci rada za to, że jesteś tak chętny do pomocy. Gdyby tylko wiedziały, co tak naprawdę się za tym kryje.

- To tylko nic nieznaczący incydent, naprawdę. Proszę mi wybaczyć i zapomnieć o tym, w drodze do pokoju.

Liliana pomyślała o jego babci i rozwalającej się, starej chatce.

- Zgłoszę to – powiedziała, podnosząc wysoko głowę. Chłopak odwrócił się w jej stronę, taksując ją wzrokiem.

- To był wypadek – wyjaśnił – Poza tym, jest ciemno. Miałem prawo się pomylić.

- Nie, nie, nie. Nie ze mną takie bajery, chłopcze. Masz mi natychmiast podać swoje dane.

- Nie ma mowy. Potrzebuję tej pracy.

-Ach tak. Tonący brzytwy się chwyta. Chcesz mnie wziąć na litość, tak? – Liliana podeszła bliżej. Wiedziała, że peszy go jej obecność, dlatego postanowiła to wykorzystać.

- Nie mam w zwyczaju nikogo błagać – odparł szorstko chłopak, również zbliżając się do niej. Tym razem to on był górą. Lili nie przywykła do tak bliskiego kontaktu z osobami płci przeciwnej. Odsunęła się nieznacznie i wbiła wzrok w tors chłopaka. Przewyższał ją niemal o trzydzieści centymetrów. Trudno jej było bez przerwy patrzeć mu w oczy.

- W takim razie giń – syknęła, nie wiedząc dlaczego. Nie powinna była tego mówić.

- Grozisz mi? – zapytał wyzywająco, zniżając się do jej poziomu, by móc spojrzeć jej w oczy.

- Być może – odparła lekceważąco.

- W takim razie do zobaczenia jutro, moja droga. Niech wygra lepszy – powiedział na pożegnanie i wymijając ją, zniknął za najbliższymi drzwiami.

Liliana jeszcze przez chwilę stała niczym wmurowana. Nikt nigdy jej tak nie potraktował. Nigdy też nie pałała tak wielką żądzą zemsty. Chciała by chłopak cierpiał. Jej własne myśli wprawiały ją w oszołomienie. Nie, nie może mu tego zrobić. Ale na pewno?

__________________________________________________
postarałam się, ale nie wiem czy nadal będę pisać. Muszę sobie wszystko poukładać ...
Damian </3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Nie chcę być w NIKIM zakochana. Mam dosyć tego całego kręcenia, buziaków i w ogóle. Jestem `szczęśliwą` singielką ze zrytą banią na punkcie zdjęć, glanów Dżemu i Cree. Jestem sobą .
Damian </3
-------------------
opowiadanie powinno być wieczorem. stanę na nogi, obiecuję. Mam dla kogo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Byłam u kumpla zanieść mu grę , problem w tym, że zostawiłam u niego telefon z włączonym gaduu Dawid to wykorzystał i po moim wyjściu zaczął pisać z Damianem... Napisał mu kompletne bzdury, np że już go nie kocham i wgl.. Najgorsze jest to, że Dawid podał się za mnie. Gdy doszłam do domu i zorientowałam się że nie mam fona to wróciłam z powrotem skąd przyszłam. I dowiedziałam się o wszystkim . Chciałam się jakoś dogadać z Damianem, ale tuż po naszej kłotni i gdy mu powiedziałam, że nie chce z Nim już być to dosłownie po 10 sekundach był z jakąś Gabrielą. Nie mogę się pozbierać po tym. I czy on.. naprawdę mnie kochał skoro tak szybko znalazł inną .? Może od dawna z nią był tylko się krył .? Nie wiem.. naprawdę go kocham
----------------------
opowiadanie może odwieszę za tydzień, dwa. Nie mam siły na NIC. Najgorsze jest to, że mój najlepszy kumpel zniszczył mi WSZYSTKO. Damian </3
  • awatar иαćραиα ℓιzαкιєм: Najgorsze jest to że taki "kumpel" może zniszczyć wszystko :(. Trzymaj się :). Zapraszam :)
  • awatar Niuniuś;): Jeśli był z nią i jednocześnie z Tobą to chyba dobrze się stało:) Dzięki Swojemu koledze dowiedziałaś się o tym i nie będzie Cie więcej oszukiwał. Na pewno nie kochał Cie dość mocno skoro zaraz znalazł sobie inną.A może "Dawid" specjalnie to zrobił bo czuje coś do Ciebie?:) Przemyśl to:)
  • awatar Cherry_doll: jaki ten twój kumpel musi być skoro tak zrobił. A czy przeprosił cię chociaż????
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
jakieś lekarstwo na koniec miłości .?
zerwałam z Damianem i... źle mi z tym
Ale to nie mogło się udać ..;<
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Bycie niezauważaną ma swoje plusy. Po krótkiej awanturze związanej z rzekomym niedopilnowaniem Amelki przez Lilianę, miała spokój na resztę dnia. Nigdy nie mówiła, że pilnowanie młodszej siostry jest dla niej uciążliwe, jednak nie jest to także łatwe zadanie. Mała dorasta i jest coraz bardziej ruchliwa, a ona nie jest już dzieckiem. Nie ma ochoty bawić się w „dom”, czy pić z siostrą udawaną herbatę. Pragnęła chwili spokoju i rodzice, zupełnie nieświadomi swojego postępowania, dali jej to. Bawiło ją ich przekonanie o jej wewnętrznej tragedii. Jeżeli uważali, że najważniejszą rzeczą w jej życiu jest bawienie dzieci, to srogo się mylili. Oczywiście, kochała siostrę, jednak nie miała ochoty przebywać z nią dwadzieścia cztery godziny na dobę. Pragnęła chwili samotności, trochę prywatności.

- Wychodzimy z tatą – oznajmiła jej rodzicielka, pojawiając się nagle w drzwiach. Liliana, która akurat leżała na łóżku, podniosła głowę i oparła ją na łokciu.

- A co z Amelą? – zapytała

- Znalazłam jej opiekunkę. Pamiętaj, że nie możesz wychodzić z pokoju. Niech ta kara da ci do myślenia, że opiekujesz się żywą istotą – swój monolog matka zakończyła zatrzaśnięciem drzwi. Dziewczyna wpatrywała się przez chwilę w białe, drewniane wrota, jednak po chwili ponownie położyła się na łóżku. Miała ochotę uderzyć matkę w twarz. Dlaczego nie widzi, że i ona ma jakieś potrzeby. Chciałaby na przykład w końcu znaleźć chłopaka. Na samą myśl o tym, jej żołądek skurczył się do minimalnych rozmiarów. Nigdy nikomu nie wspominała, że mimo swojego wieku, nigdy nie miała ukochanego, a zakochana była tylko raz w życiu – w podstawówce. Było jej ogromnie wstyd, gdy przy wspólnych rozmowach z koleżankami musiała kłamać o swoim pierwszym pocałunku, o cudownych chwilach, które spędzała z kolejnymi, wymyślonymi chłopakami. Przekręciła się na lewy bok i przysunęła nogi pod brodę. Miała nadzieję, że w te wakacje uda jej się znaleźć prawdziwą miłość. Choć jeden raz…

Jednego była pewna: nie dojdzie do tego, jeżeli cały czas będzie tkwiła zamknięta w pokoju. Ale kto by się nią przejmował?! Wszyscy wierzą małej smarkuli, która naopowiadała głupot o dzisiejszym incydencie. Liliana powróciła myślami do czarnowłosego chłopaka. Czuła się głupio, że go tak potraktowała, jednak nie potrafiła inaczej. Nie należała do brzydkich osób. Była raczej bardzo opryskliwa w stosunku do chłopców. Nie potrafiła z nimi flirtować, rzucać zalotnych spojrzeń. Stuknęła się lekko w czoło i zaśmiała pod nosem.

- Co on mógł nam zrobić? – zapytała sama siebie i ponownie wybuchła śmiechem.

„Życie jest okrutne” pomyślała i pokręciła z rezygnacją głową. Nigdy nie zrobiła nic szalonego, spontanicznego … więc może? Z łobuzerskim uśmiechem spojrzała na otwarte okno. Mogłaby to zrobić jak w romansach ; zejść po róży porastającej mur i pobiec do ukochanego. Odetchnęła lekko i spojrzała na szafę z ciuchami… .

Chyba ubrała się zbyt grubo. Czuła jak pot cieknie jej po plecach, jednak nie miała odwagi wrócić, by się przebrać. Opiekunka Amelii mogłaby coś zauważyć, a tak, później, rodzice będą zbyt pijani by zauważyć, że jej nie ma, bądź usłyszeć jej powrót.

Szła przed siebie, nie do końca wiedząc, gdzie zmierza. Nim się spostrzegła, była już nad jeziorem. Gdzieś niedaleko ktoś słuchał głośno muzyki. Było to brzmienie, które sama preferowała, więc postanowiła sprawdzić skąd dobiegają dźwięki. Szła trochę jak sparaliżowana. Nie miała pojęcia jak powinna się zachować, miała już dosyć spontaniczności. Przytłaczała ją samotność i ciemność. Mimo to szła, nie mogąc opanować drżenia, które nasilało się z każdym jej krokiem.

Muzyka stawała się coraz głośniejsza. Oczami wyobraźni widziała wijących się w jej takt ludzi. Chciała do nich dołączyć. Czuła się jak bohaterka filmu dla młodzieży. Tylko gdzie ten przystojniak, w którym kochają się wszystkie dziewczyny, a on zauważa tylko ją?

- Uważaj jak leziesz, młoda! – usłyszała przed sobą i natychmiast oprzytomniała.

- Przepraszam – powiedziała i zeszła z drogi wysokiemu chłopakowi, który po chwili zatoczył się i zwymiotował prosto pod swoje nogi. Liliana jęknęła z obrzydzenia i szybkim krokiem ruszyła przed siebie. Nim się obejrzała, stała już przed ogromnym namiotem, pod którym tłoczyło się kilkadziesiąt, pobudzonych tańcem, ciał.

W pierwszej chwili chciała uciec, jednak w porę się powstrzymała. Nie osiągnie nic, jeśli będzie bez przerwy dawać nogi za pas. Jakaś dziewczyna chwyciła ją za ręce i wciągnęła w sam środek, cuchnącej potem , imprezy. Nie potrafiła złapać oddechu. Kręciła się w koło, nie wiedząc, co ma zrobić. Powinna wczuć się w rytm i dać się ponieść muzyce, oczywiście. Zamknęła oczy i zaczęła ruszać biodrami. Namiot był za mały dla tak wielu osób. Po woli traciła nad sobą kontrolę i chociaż nie wypiła nic mocniejszego, czuła, że kręci jej się w głowie. Traciła grunt pod nogami. Gdyby nie czyjeś ręce, upadłaby na podłogę i prawdopodobnie zostałaby skatowana przez kilkadziesiąt par stóp. Zrobiło jej się ciemno przed oczami. Słyszała już nie wiele, nie widziała prawie nic. Czuła jedynie, że ktoś bierze ją na ręce i wynosi z cuchnącego piekła.

Gdy otworzyła oczy, ujrzała przed sobą twarz dziewczyny. Przyglądała jej się wielkimi, niebieskimi oczami.

- Już dobrze? – zapytała. Liliana wyczuła od niej alkohol, jednak najwyraźniej nieznajoma nie była aż tak pijana.

- W porządku, dzięki – szepnęła, próbując się podnieść. Ktoś, kto znajdował się za jej głową, pomógł jej usiąść. Mokra szmatka zsunęła się z jej czoła i spadła na uda.

- Wyglądałaś okropnie, ale na szczęście nabierasz kolorów – zaśmiała się dziewczyna i usiadła przed nią po turecku. Po chwili z ciemności wyłonił się chłopak. Liliana z otwartymi ustami wpatrywała się w jego wysportowaną sylwetkę i pełen uroku uśmiech. Można się było w nim zakochać… .

- Dzięki za pomoc – powiedziała w końcu i pomasowała sobie kark.

- Nie ma za co. Jestem Paulina, a to mój brat Damian.

- Liliana

Nastała cisza. Oboje wpatrywali się w Lilianę niebieskimi oczami. Poczuła, że drży.

- Przyjechałaś na wakacje? – ciszę przerwał Damian. Podał jej także rękę, gdyż widział, że próbuje wstać, lecz nie bardzo jej to wychodzi. Dziewczyna posłała mu dziękczynny uśmiech i zachwiała się lekko na nogach, lecz utrzymała równowagę.

- Tak, z rodzicami i siostrą – odpowiedziała, nie chcąc wdawać się w szczegóły o swojej rodzinie.

- Długo zostaniesz?

- Mama chce dwa miesiące, lecz wątpię by wytrzymała tak długo w jednym miejscu.

Damian uśmiechnął się, a Paulina posłała jej spojrzenie, które niby mówiło wiele, lecz pewnie nic nie znaczyło.

- Muszę wracać do domu – westchnęła Liliana i uśmiechnęła się do nowych znajomych. – Jeżeli nie macie nic przeciwko, moglibyśmy się jeszcze kiedyś spotkać – zaproponowała i z szybko bijącym sercem oczekiwała ich reakcji. Gdy zobaczyła szeroki uśmiech na twarzy Pauliny, odetchnęła z ulgą. Czyli ją zaakceptowali. Była zachwycona.

- Oczywiście! – powiedziała Paulina i objęła ją ramieniem. – Co powiesz na jutro?

- Z przyjemnością. Nad jeziorem? – zapytała. Nie miała zamiaru tłumaczyć im, że ma szlaban. Oni by tego nie zrozumieli. Poza tym, czuła straszny wstyd. Niby ma już osiemnaście lat, a rodzice nadal traktują ją jak małe dziecko. Może decydować o losach kraju, biorąc udział w wyborach, jednak swoje życie powinna zawierzyć rodzicom, którzy oczywiście najlepiej wiedzą, co jest dla niej dobre, a co nie. Nie znosiła tego.

- Jasne! Super, że się spotkaliśmy. Wszyscy nasi znajomi wyjechali i pozostało nam wbijanie się na cudze imprezy – zaśmiała się dziewczyna. – Fajnie, że teraz będziemy mogli urządzać je sobie sami.

Liliana uśmiechnęła się. Podobało jej się to planowanie. Nie miała zbyt wielu przyjaciół. Czuła, że marnuje swoją młodość. Chyba rodzice ominęli naprawdę ważny szczegół.

- Byłoby cudownie.

- Czekaj, gdzie zmył się Damian? - zapytała Paulina, rozglądając się za bratem. Nigdzie nie mogły go dojrzeć, więc stwierdziły, że pewnie wrócił na imprezę. Liliana przygryzła dolną wargę i przyznała przed samą sobą, że niezbyt dobrze rozegrała próbę podrywu. Ale czego mogła się spodziewać. Chłopak wyglądał na takiego, który może mieć każdą – czyli jej wymarzony książę na białym koniu.
Droga powrotna wydała jej się krótsza. Ale tak zazwyczaj jest. Zamyślona pokonywała każdy centymetr ziemi. Miała nadzieję, że jej rodzice jeszcze nie wrócili. Być może się myliła i nic dzisiaj nie pili? Odetchnęła głęboko i zaczęła się wspinać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Po deszczu, który tak namolnie skraplał asfalt, gdy jechali na swoje wymarzone wakacje, nie było już śladu. Żadna kałuża, żadna mokra plama nie mogła uchować się przy niemiłosiernie prażących promieniach słonecznych. Liliana próbowała skupić się na odpoczynku, jednak młodsza siostra kąpiąca się w jeziorze, uniemożliwiała jej to. Bała się choć na chwilę odwrócić, mrugnąć, by małej nie przytrafiło się nic złego. Błagała Boga, by matka nie wróciła jeszcze z plaży. Wybrała najbardziej odludne miejsce, a i tak serce biło jej w okropnym tempie.
- Lili, zobacz, ryba! – krzyknęła spanikowana Amelka i natychmiast ruszyła w stronę siostry, która stała po kolana w wodzie, z wyciągniętymi rękami, by w każdej chwili móc ją złapać. Dziewczynka nie przewróciła się jednak, lecz z całą siłą przylgnęła do kolan Liliany.
- Nie bój się – powiedziała miękko ta starsza. – Ona boi się ciebie bardziej niż ty jej. Ona jest malutka, a ty taka wielka! – zaśmiała się i rozłożyła ręce by podkreślić swoje słowa.
- Tak? – zaciekawiła się Amelka i włożyła rękę pod wodę, lecz prawie natychmiast wyciągnęła ją z powrotem, gdyż kolejna rybka przepłynęła obok. Z jej ust wydobył się cichy jęk i rozpłakała się, biegnąc ku brzegowi. Liliana złapała ją w pasie i podniosła do góry.
- Gdzie się tak spieszysz? – zapytała i wyszła z wody. Wokół nie było zbyt wielu ludzi. Kąpały się na nie strzeżonym kąpielisku, więc może właśnie dlatego większość ludzi omijała to miejsce? Gdzieś z boku opalała się pulchna kobieta, a obok niej, na ręczniku, leżała szczupła blondynka. Obie panie rozmawiały ze sobą i śmiały się, co chwila. Lili zapragnęła także pośmiać się i pogadać o rzeczach niekoniecznie ważnych. Do towarzystwa miała jedynie dwuletnie dziecko, więc niewiele miała do powiedzenia.
- Leżymy? – zapytała ze smutkiem Amelia i popatrzyła na siostrę sarnimi oczami. Ta westchnęła przeciągle i nakładając sukienkę na strój, pozbierała wszystkie rzeczy i chwyciła siostrę za rękę.
- Możemy pójść na łąkę, jeśli chcesz – zaproponowała Liliana. Mała klasnęła w uradowana w dłonie i nie czekając na siostrę, ruszyła przed siebie. Obie opalające się kobiety podniosły głowę, słysząc jej dziecinną piosenkę i obrzucając Lilianę ciekawskim spojrzeniem. Natychmiast zorientowała się, że muszą to być miejscowe. Żaden przejezdny by się nią nie zainteresował.
Amelia wybiegła nieco na przód, podśpiewując w niezrozumiałym dla innych języku, a Liliana próbowała skontaktować się z matką. Na darmo szukała zasięgu w szczerym polu. Zbyt naiwnie do tego podeszła. Mogła była przewidzieć, że gdzieś na końcu świata nie złapie zasięgu. Choć jej „rodzinne” miasteczko także nie należało do największych, mogła czuć w nim jakieś ślady cywilizacji. Tutaj nie było niczego. Dziwne, że w kurorcie odbierał Internet.
- Amela! – krzyknęła Liliana i pobiegła za siostrą, która próbowała włamać się niewielkiego domku. Określenie „ domek” było aż zanadto wygórowane. Była to ruina, choć niewątpliwe przez kogoś zamieszkiwana.
- Co? – zapytała z irytacją dziewczynka. – Chciałam do kotka.
- Kotek może być na coś chory – zauważyła starsza z dziewczyn i ujęła siostrę za rękę, choć ta wyrywała jej się. Nagle drzwi budynku otworzyły się i w progu stanęła staruszka. Trzymała się prosto, choć z trudem, na głowie miała grube, czarno – białe loki. Wyglądała bajecznie pośród słoneczników, które rosły wokół. Całe to otoczenie wyglądało jak z bajki. Liliana pamiętała taki obraz z jednego filmu, lecz nie mogła przypomnieć sobie z jakiego.
- Baba Jaga! – wrzasnęła Amelka i ukryła się za Lilianą, która stała jak zamurowana pod spojrzeniem kobiety. Ta nie uśmiechnęła się, nie podniosła ręki na powitanie, nic nie powiedziała. Stała tylko jakiś czas i wpatrywała się w nie swymi czarnymi oczami. Wszystko to mogło by trwać w nieskończoność, jednak drzwi otworzyły się ponownie. Tym razem stanął w nich młody chłopak, który na widok Liliany speszył się i z niepokojem obejrzał się za siebie.
- Babciu… - powiedział po chwili, podając staruszce szklankę z wodą. Liliana nadal nie mogła oderwać wzroku od hipnotyzującej staruszki, choć ta już dawno odwróciła od niej swoją uwagę.
- Idziemy? – zapytała Amelia, ciągnąc siostrę za bluzkę. – Pić mi się chce.
Liliana spojrzała na nią nieprzytomnym spojrzeniem i potrząsnęła głową.
- Tak, już wracamy – odparła i chwyciła ją za rękę. Nie zdążyły zrobić ani kroku, kiedy rozległ się zachrypiały, lecz donośny głos kobiety.
- Daj im pić – powiedziała tylko to, poczym odwróciła się i skierowała się na tyły domu. Chłopak poczerwieniał na całej twarzy, choć może jej się tylko zdawało. Niby czemu miałby peszyć się na jej widok. Ona powinna bać się jego wzroku. Miał tak samo jak babka czarne, duże oczy, które przecinały ją na wskroś. Miał brązowy kolor skóry, choć nie wyglądała ona na opaloną. Musiał to być jego naturalny kolor. Włosy także miał czarne, krótkie, poskręcane w niektórych miejscach.
- Pić! – zawołała Amelia.
- Nie, nie możemy – zaoponowała Liliana. Niewiadomo było, co może kryć się w tych ścianach. Szczerze wątpiła by domownicy mieli jakiekolwiek czyste szklanki. Chłopak zmrużył na chwilę oczy i pokiwał głową.
- Nie bój się – powiedział. Jego głos zawirował jej w głowie. Słyszała go jeszcze długo po tym, jak skończył mówić.
- Nie boję się – odpowiedziała. Dzieliła ich kilkumetrowa ścieżka. Na razie były bezpieczne.
- Moja babcia jest wróżką. Może powinna wysłać do ciebie wodę drogą powietrzną, hm?
- Śmiejesz się ze mnie? – zapytała rozzłoszczona. – To nie ja mieszkam w ruderze bez przyszłości. Dziwne, że TO się jeszcze nie zawaliło i nie zabiło i ciebie i twojej świrniętej babci. Trzymaj się od nas z daleka!
Chłopak zacisnął zęby i posłał jej spojrzenie pełne nienawiści. Czuła, że ma na końcu języka najgorsze określenia na jej temat, jednak nie pozwolił im ujrzeć światła dziennego.
- Jeżeli tak sądzisz, to zabierajcie się z naszej posesji – powiedział tylko i ruszył za babcią, która zniknęła gdzieś z tyłu domu. Liliana stała jeszcze chwilę i wpatrywała się w jego plecy, poczym chwyciła przerażoną siostrę za rękę i ruszyła w drogę powrotną.
----------------
podoba wam się .?
  • awatar N ♥: dobre.. + wbij do mnie. + dawaj mi znać o nowych wpisach z opowiadania.. ;D
  • awatar Ylenol: świetny rozdział, masz talent :D
  • awatar Hug me...: Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.. *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Padał deszcz, a po ciepłych promieniach słonecznych, które jeszcze godzinę temu próbowały przebić się przez tylną szybę samochodu, pozostało jedynie wspomnienie. Lena zamknęła książkę, gdyż czytanie w tych warunkach, mogło jeszcze bardziej zepsuć jej wzrok. Przez ciemność, która zapadła na zewnątrz, poczuła się senna. Obok niej, w dziecięcym foteliku, drzemała mała Amelka. Dziecko zdawało się niczym nie przejmować. Jej twarz była spokojna, a korciki ust podniesione. Dziewczyna pogłaskała ją po rączce i obudziła matkę, która spała na przednim siedzeniu pasażera.
- Daleko jeszcze? – zapytała Lena. Pani Nawrocka podniosła się ociężale i spojrzała na nią spod przymkniętych powiek, poczym przerzuciła wzrok na śpiącego bobasa.
- Popraw jej bluzeczkę – nakazała kobieta. Lena bez zająknięcia wykonała polecenie. Gdy odwróciła się, zauważyła, że jej matka ponownie zasnęła. Westchnęła tylko cicho i spróbowała zagadać do ojczyma, jednak ten, ze słuchawkami w uszach, nawet jej nie usłyszał. Zrezygnowana opadła na siedzenie i założyła ręce na piersiach. Jeszcze nigdy nie spędzała wakacji w Polsce. Najczęściej przebywała u ojca, który mieszkał w Niemczech. Gdy rodzice się rozwodzili, miała zaledwie siedem lat. Pewnego dnia mama spakowała tacie walizki i nakazała mu się wynosić. Lena jak przez mgłę wspominała wydarzenia z tamtych lat. Ojciec wyjechał za granicę, unikał płacenia alimentów… . W końcu musiały przeprowadzić się do mniejszego mieszkania. Jednak i na to, pieniądze się wkrótce skończyły i wraz z rodzicielką musiały przenieść się do mamy pani Nawrockiej, która mieszkała na drugim końcu Polski. Perspektywistyczną Warszawą zmuszone były zamienić na małe miasteczko na zachodzie. Nie czuła się tam ani wyobcowana ani samotna. Była zbyt mała, by znaleźć już przyjaźń, czy miłość na całe życie. Tak naprawdę zostawiła tam tylko kłopoty i zmartwienia. Ojciec odezwał się po trzech latach. Okazało się, że znalazł sobie nową żonę, ma już dziecko i doskonale mu się powodzi. Z początku pani Nawrocka nie chciała nawet słuchać o wyjeździe Leny do ojca, jednak po pewnym czasie zdała sobie sprawę z tego, że jej córka także powinna mieć ojca. I tak zaczęła spędzać każde wakacje, ferie u swojego ojca.
- Nie spać, bo was okradną – rzucił z uśmiechem Norbert i puszczając kierownicę, zaklaskał w dłonie. – Za trzydzieści minut będziemy na miejscu.
Lena odetchnęła z ulgą, a Amelia otworzyła zaspane oczy. Zagaworzyła słodko i wyciągnęła rękę ku swojej siostrze. Ta ujęła jej małą dłoń w swoją i uniosła ją kilka centymetrów ku górze, po czym ponownie opuściła w dół. Mała zaśmiała się i podniosła także drugą rękę.
- Lena, weź obudź mamę, bo prześpi całe wakacje. Nie śpimy, zwiedzamy – mężczyzna zanucił coś pod nosem i uśmiechnął się, napotykając zdumione spojrzenie swej pasierbicy. – No co? Cieszę się na rodzinne wakacje.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i obudziła matkę. Dostała za to ostrą burę, jednak nie przejęła się tym bardziej niż zwykle. Odkąd urodziła się Amelia, matka przestała ją zauważać, ale nie chciała się z nią o to kłócić. Mała była przecudna. Lena mogłaby zrobić dla niej wszystko. Kochała ją tak mocno, że gdyby coś się jej stało, nie potrafiłaby bez niej żyć.
Lena ze zdumieniem obserwowała ekskluzywny kurort, w którym miała mieszkać przez najbliższy okres czasu. Nikt jej nawet nie zakomunikował ile czasu mają tutaj spędzić. Budynek był przecudny, wyglądał jak budowle wyjęte z książek Jane Austen. Do drzwi prowadziła żwirowa ścieżka, a bo jej bokach znajdował się zielony park. Gdyby nie padający deszcz, mogłaby zakochać się w tym miejscu .
- Mogę wziąć walizki? – dziewczyna prawie skoczyła w miejscu, gdy jej oczom ukazał się opalony brunet w koszulce z logo kurortu. Przez chwilę wpatrywała się w niego z otwartymi ustami, lecz w porę opamiętała się i z tym samym pytaniem zwróciła się do swojego ojczyma.
- Tak, oczywiście. Zostaw sobie tylko torbę podręczną, bo ja zamierzam od razu udać się nad jezioro – odpowiedział mężczyzna.
- Oszalałeś? Amelia musi coś zjeść – zaoponowała pani Nawrocka i pokręciła z rezygnacją głową. Chłopak cierpliwie czekał na ostateczną odpowiedź.
- Znieś te dwie czerwone, cztery czarne, a tą różową, jak możesz, zostaw.
- Po co ci ona tutaj? – zapytała Lena matki, jednak szybko tego pożałowała. Gdy dziewczyna dostawała kolejne kazanie na temat :”Jak powinno się zwracać do matki”, brunet zaśmiewał się po cichu. Dziewczyna spuściła zawstydzone spojrzenie i zamykając powieki, wyobrażała sobie jak znajduje się teraz w całkiem innym miejscu. Zobaczyła bohaterów swojego opowiadania, zobaczyła wśród nich siebie. Była główną bohaterką, miała zakręcone, ciekawe, zabawne życie. Teraz znajdowała się właśnie w Holandii. Zwiedzała Amsterdam, a wokół niej było mnóstwo ludzi chcących zrobić sobie z nią zdjęcia. Była gwiazdą, miała przyjaciół…. .
-… i właśnie dlatego zaopiekujesz się Amelią. Słyszysz? Ocknij się kobieto!
- Słucham – odpowiedziała natychmiast Lena i odebrała od matki dziecko. – Idziecie nad jezioro?
- Najpierw do sklepu. Nakarm małą i wykąp. Zadzwonię do ciebie, kiedy masz przyjść.
Lena przełknęła ślinę i spojrzała na nią z niedowierzeniem. Czy jej własna matka robiła z niej jakiegoś cholernego Kopciuszka?
- To są też moje wakacje – powiedziała. Pani Nawrocka zatrzymała się w pół kroku i odwróciła na pięcie. Sztywnym krokiem podeszła do niej i pochylając się wyszeptała wprost do jej ucha.
- Jak ci pozwolę, to i może będą – po czym wyprostowała się i objąwszy uśmiechem wszystkich zebranych, chwyciła męża za ramię i pociągnęła w stronę plaży. Amelka zapłakała cicho, jednak dziewczyna natychmiast ją uspokoiła.
- To co robimy? – zapytał chłopak od walizek i zrobił zniecierpliwioną minę. – Dzisiaj jestem sam. Decyduj się.
- Zanieś.
- Liczę na duży napiwek, Kopciuszku – uśmiechnął się do niej i mierząc ją od góry do dołu, podniósł dwie walizki i ruszył przed siebie.
Minęły już trzy godziny odkąd Nawroccy ruszyli na plażę. Lena siedziała na balkonie i tępo wpatrywała się w monitor laptopa. Amelia siedziała u jej stóp i maltretowała blond włosą lalkę, która kiedyś potrafiła wymówić „mama” i „tata”.
- Dobrze się bawisz? – zapytała dziewczynki i zmierzwiła jej włosy. Mała odpowiedziała jej coś w swoim języku i ponownie zajęła się urywaniem głowy lalce.
„I co mi niby zrobi” pomyślała dziewczyna. Nie chciała wypowiadać tego na głos, choć i tak dziewczynka była za mała, aby wydać ją przed matką. Całe to zachowanie było śmieszne. Dlaczego jej matka aż tak bardzo się zmieniła. Zawsze myślała, że może na niej polegać, lecz teraz nie była tego do końca pewna.
- Chcesz wyjść na plac zabaw? – nie czekając na odpowiedź, wzięła Amelkę na ręce i ruszyła w stronę drzwi. Chciała poczuć się w końcu jak nastolatka, a nie jak służąca. Miała już osiemnaście lat. Czasami chciałaby upić się do nieprzytomności, lecz zdrowy rozsądek zawsze sprowadzał ją z powrotem na ziemię. Była zbyt poukładana, grzeczna, uprzejma i nieśmiała, by zrobić coś wbrew prawu. Ale teraz przeciwstawiła się matce. Może czas w końcu zrobić coś tylko dla siebie?
________________________________________________
podoba wam się Rozdział 1 .?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Jak mnie wkurzają takie osoby, które wszystko wiedzą najlepiej .! Zabiłabym, łeb nabiła na pal i śmiała się do rozpuku. -.-
Jak się zdenerwuję, to sama pojadę na ten głupi obóz. Sprawa wygląda tak, że teoretycznie byłam w najlepszym biurze podróży w mieście, ale moje drogie `przyjaciółeczki` nie chcą jechać z tego , bo lubią robić mi na złość. Najgorsze jest to, że owe biuro podróży ma przyjaciółka mojego ojca i byśmy miały 30% zniżkę ...
chyba polecę sama do Barcelony albo Londynu...
  • awatar Nowoczesny: Twój blog jest naprawdę ciekawy, bardzo lubię tu zaglądać :) Fajnie że piszesz o życiu, ja w sumie piszę o fotografii, ciekawostkach różnych oraz o telefonach, generalnie przekonuje że liczą się umiejętności a nie aparat :) Pokazuje również tanie aparaty, o możliwościach takich jak lustrzanki. Jak by się tobie spodobały moje wpisy to super jak byś mnie obserwowała :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej .! Właśnie wróciałam z 4- dniowej wycieczki do Trójmiasta. Było cudownie nie licząc małych incydentów z domkami. Zwiedziłam Gdańsk, przepłynęłam się po zatoce w Gdyni i byłam po raz enty na molo w Sopocie. Co do domków, to poziom fatalny.. pająki, brudna pościel i w ogóle smród , bród i ubóstwo Ale było warto .
  • awatar Cherry_doll: Miałam to samo w hotelu. Tragedia,ale wycieczka była całkiem fajna
  • awatar AnGeL-iKa xD: Aaaa.... . Jaki sweet1 :* Zapraszam na mojego bloga :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W przyszłym roku pojadę na wymianę do Londynu. Nie mogę się doczekać. To piękne, nowoczesne miasto. Chciałabym móc kiedyś tam zamieszkać, założyć rodzinę i oczywiście fotografować .
-----------
Byliście kiedyś w Londynie .?
Podoba wam się .? Chcielibyście tam mieszkać .?
  • awatar Cherry_doll: Zazdroszcze ci tej wzmiany. Nigdy nie bylam w Londynie a bardzo bym chciala
  • awatar Spinellka: Jeszcze nie byłam :D
  • awatar sorridere: @Paczę na Cię !: dziękuję .! :) z miłą chęcią pooglądam zdjęcia ;P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Uwielbiam podróżować. W zeszłym roku była to Turcja . Spędziałam tam cudowne dwa tygodnie bycząc się na plaży, zwiedzając Efez, będąc na degustacji wina i w fabryce odzieży skórzanej. O=Podobało mi się, nie powiem, że nie . W tym roku planuję Chorwację, a potem obóz z koleżankami gdzieś za granicę . Już nie mogę się doczekać. Wystarczy mi łóżko, aparat i kolejne cudowne miejsce.
-------------------
Jedzieicie gdzieś w tym roku na wakacje .?
Jest jakieś ciekawe miejsce gdzie chcielibyście pojechać albo polecić .?
  • awatar Cherry_doll: moze Grecja
  • awatar weź nie pirerdol okej .?!: ooo , ja też wybieram się do Hiszpani albo na Hawaje ;**
  • awatar sweetie♥: Te wakacje? Wyjazd do babci na 3 dni, 200 km od mojego miejsca zamieszkania, uwielbiam podróżować pociągami... Chciałabym pojechać jeszcze raz do Chorwacji, ale to chyba będzie niemożliwe, z powodu braku funduszy... A poza tym to pewnie spotkania z Miśkiem, lody...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Samookaleczanie się-właśnie.. Zjawisko niestety obecnie w dzisiejszym świecie obecne na naprawdę dużą skalę, jednak odnoszę wrażenie, że ro pomimo wszystko temat tabu.
Najlepiej powiedzieć, że to burza hormonów, wysłać taką osobę do psychologa, który ma wybić mu te głupstwa z głowy, ewentualnie zbesztać.. Myśląc, że to coś da i tym samym zamieść sprawę pod dywan. Smutne, prawda? Niestety prawdziwe. Bo i niby po co zamiast spędzać cały dzień w firmie wrócić wcześniej do domu i spędzić czas z rodziną? Po co porozmawiać z dzieckiem o jego problemach, darując sobie przy tym zbędne kazanie i opieprzanie go za to, co źle zrobiło? Z jakiej niby okazji potraktować poważnie nastoletnie problemy z jakąś tam szczeniacką miłością? Ma naście lat, jak nie ten/ta to inny/a. Fałszywi przyjaciele?- I tak ich nie lubiłam/em. Wreszcie mój syn/córka znajdzie sobie jakichś normalnych znajomych. Problemy w szkole? Jak nic nie robi, poza siedzeniem przed komputerem to nic dziwnego, że ma słabe stopnie.. Takich przykładów i sytuacji mogłabym wymieniać o wymieniać.. Właśnie po czymś takim, po tym jak kompletnie nie mamy na kogo liczyć, z kim pogadać o swoich problemach bez zbędnych osądów. Młodzi ludzie najczęściej zaprzyjaźniają się z żyletkami..
Przerażają mnie zdjęcie w internecie, które można znaleźć bez najmniejszego problemu, przedstawiające pocięte ręce, często jeszcze ze śladami świeżej krwi. Jeszcze bardziej przeraża mnie to, że gdy już np. nadgarstki są zbyt pocięte i pokiereszowane, by zrobić nową kreskę, czy mogłyby za bardzo rzucać się w oczy i tym samym zostać zauważone przez bliskie osoby, to szuka się miejsc, gdzie te ślady będą mniej widoczne. Wtedy takimi idealnymi miejscami stają się nogi, czy brzuch..
Wszystko zaczyna się od jednego niewinnego cięcia, które jest spowodowane kłótnią z rodzicami, tratą kogoś bliskiego, czy chociażby tym, że czujemy się samotni. Ból fizyczny ma zagłuszyć ten siedzący w naszej głowie i psychice. Jednak po jakimś czasie to kompletnie wymyka się spod kontroli..
Obiad był niedobry-ciach.. Uciekł mi autobus-ciach.. Dostałam/em kolejną jedynkę z matmy-ciach..
To jest moment, w którym stajemy się więźniem tego, co w gruncie rzeczy miało być zbawieniem, kojącym wszystkie bóle, ale jest zupełnie inaczej..
Żyletkę nosimy ze sobą wszędzie. Tak na wszelki wypadek.. Gdy zbliża się końcówka dnia i uświadamiamy sobie, że dziś jeszcze jej nie użyliśmy to wręcz na siłę wymyślamy sobie jakieś błahe powody, szukamy pretekstu, by zwyczajnie jej użyć. Tak jak palacz musi zapalić, czy alkoholik się napić, tak my musimy zrobić sobie kolejną kreskę na kawałku ciała, które jeszcze jest niezapełnione. Często nawet jakąś nauczką, przestrogą i zahamowaniem nie jest wylądowanie w szpitalu z podciętymi żyłami. Kiedy czujemy, że nie damy już rady się od tego uwolnić, wpadamy w jeszcze głębsze poczucie beznadziejności.
Osoby, które się samo okaleczają w społeczeństwie w większości niestety są postrzegane za jakichś psychopatów, mówiąc kolokwialnie emowców, bo z takim określeniem też się spotkałam. Bojąc się właśnie takiej reakcji zwyczajnie milczą, nie prosząc o pomoc..
Są jednak osoby, które w zaufaniu mówią o tym najbliższym. Jednak tutaj jakiekolwiek prośby o zerwanie z tym, nie pomagają.. Na nic zdają się zapewnienia, że nie są z tym sami, bo przecież mają nas. Nas, których boli cholernie to, że ktoś bliski naszemu sercu, jest w takiej rozsypce, gdzie pomocy zaczął szukać w żyletce. Musicie wiedzieć, że pomimo tego, iż to nie nasze nadgarstki kaleczycie, nie po naszych rękach płynie krew, to każde cięcie kaleczy nasze serce, boli nas to i zabije taką wiarę w siebie w to, że jesteśmy dobrym przyjacielem/siostrą/bratem/chłopakiem/dziewczyną..
Teraz mam pytanie do osób, które się samo okaleczają.. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, co będzie, gdy kiedyś Wasze dziecko zapyta skąd te blizny na rękach? Co wtedy powiecie?
Mam nadzieję, że choć trochę uświadomiłam Wam jakie konsekwencje może nieść za sobą taka jedna, niewinna kreska na ciele...
--------------------
A wy co o tym sądzicie .?
  • awatar Ellie .: Zajebiste wpisy .! ; o Obserwuje . ; *
  • awatar sumienie: cięcie się - jest dla mnie całkowitym poddaniem się, trzeba walczyć. nie poddawać się i uciekać w ciemność. wszyscy którzy czują się nie na sile, mają pewnie przyjaciół. a nie żyletkę..
  • awatar pieprzony anioł: właśnie. mówicie ze to jest głupota, no i macie racje, ale czy ktokolwiek z was choćby trochę próbował poznać człowieka który się tnie? spojrzeć jego oczami? zmierzyć się z jego rzeczywistością? nie. bo to za trudne. bo po co. to co piszesz jest w większości prawdą, tyle ze to lekka przesada zeby ciąć się z byle powodu. ja mam to za sobą, wiem jak trudno z tego wyjść ale wiem ze to jest CHOROBA. i naprawdę nie wystarczy ci wygadanie się przyjaciółce, bo ona jest bezsilna! jedynie co moze to walnąć tekst:będzie dobrze! i nawet jeśli będzie na każde zawołanie itd ty i tak będziesz czuł ze jesteś sam. wiecie jak łatwo się opamiętać? pójdźcie na pogrzeb. zobaczcie jak ludzie przeżywają śmierć bliskiej osoby. mnie trzasnęło dopiero na pogrzebie wuja, który popełnił samobójstwo. i to mnie uratowało.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (35) ›
 

 
Gdy dojechałam do domu zauważyłam nowe powiadomienie na facebooku. Jakiś Damian **** zaprosił mnie do znajomych. Zdziwiłam się , bo nie znałam gościa, ale przyjęłam zaproszenie i przejrzałam Jego galerię. Po chwili zorientowałam się, że był to ów chłopak z ferii. Po dwóch mninutach napisał do mnie. I.. okazało się, że zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia i, że chce do mnie przyjechać. Nie będę opisywać szczegółów ale do dzisiaj jesteśmy razem
---------------------------------------------
koniec mej `love story` teraz ten blog będzie opisywał po prostu MOJE życie. Coś w rodzaju pamiętnika. Dziękuję za wszystkie miłe jak i krytyczne komentarze. To nie było jakieś pokazanie `twórczości` tylko chciałam opisać swoją przygodę, która trwa do dziś
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Wstałam wcześnie rano i poszłam na stok . Miałam 2,5 godziny jeżdżenia na spokojnie, bez stresu. O 11;00 zaczęłam się zwijać, bo o 120 miał już wyjechać, a obiecałam Mu pożegnanie. Nim doszłam do hotelu obładowana nartami, kijkami i aparatem dostrzegłam, że brakuje kilku samochodów na parkingu. Ale nawet nie przyszło mi do głowy, że mógłby wyjechać wcześniej. Przecież wyraźnie mówił, że wyjeżdża o 120 . Otworzyłam drzwi od mojego pokoju, przebrałam się i czekałam w holu na Niego. Gdy wybiła godzina 12:10 już wiedziałam, że coś jest nie tak. Poszłam do Jego pokoju i zobaczyłam sprzątaczki. Byłam strasznie rozczarowana, zaczęłam płakać. Następne dwa dni cały czas rozmyślałam o Nim . Gdy dojechałam do domu zauważyłam.. cdn
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
Kolejny dzień był jednym słowem - cudowny. Wcześnie rano poszłam ze znajomymi na narty, więc nie widziałam Go aż do popołudnia. Potem szybko wróciłam na obiad i jechaliśmy całą ekipą na kulig. W ostatniej chwili dowiedziałam się, że On także jedzie.. Usiadłam w tej prowizorycznej bryczce , było mi strasznie zimno, dygotałam.. On usiadł obok mnie, baardzo blisko mnie . Zauważył, że cała się trzęsę.. wziął i otulił mnie kocem. Nie rozmawialiśmy w ogóle, nie było o czym ... rozumieliśmy się bez słów. Gdy dojechaliśmy na ognisko dołączyłam do moich znajomych , wypiliśmy herbatę, zjedliśmy kiełbaskę i wróciliśmy spowrotem do hotelu. Usiadłam w moim ulubonym miejscu w holu i pisałam na gadu. Zauważyłam, że On stał parę metrów dalej i mi się przyglądał. Gdy wstałam i poszłam na kolację zrobił to samo , właściwie to cały czas za mną chodził. Gdy postanowiłam pograć w coś ze znajomymi stał za mną i potrząsał moimi włosami. W pewnym momencie wyszczerzył te swoje białe równiutkie zęby i spytał czy chciałabym z Nim i jego kumplami pograć w Monopoly . Zgodziłam się . Siedzieliśmy 3 godziny i cały czas iskrzyło między nami. Na koniec powiedział, że jutro wyjeżdża o 120. Odpowiedziałam Mu, że będę o 11:30 i się pożegnamy . Ucieszył się. Był z Krakowa i miał 18 lat , dzieliło mnie od niego 400 km więc chciałam się z Nim pożegnać i zakończyć tę znajomość. Lecz następnego dnia ... cdn
 

 
Następnego dnia nie miałam ochoty na nic. Obudziłam się, zeszłam na śniadanie i usiadłam w holu czytając książkę. Większość osób była w tej chwili na nartach , więc mogłam spokojnie pomyśleć, zrelaksować się , odpocząć.. Około godziny 130 gdy powoli schodzili się wszyscy do hotelu na obiad , ja postanowiłam pójść na spacer. Gdy wróciłam ni stąd ni zowąd pojawił się przede mną ten chłopak. Już nie chciałam robić z siebie kretynki, więć przeszłam obok Niego bez słowa. On odwrócił się i zawołał `hej.!` no to odpowiedziałam mu cześć . Podszedł do mnie z gwiazdorskim uśmiechem na twarzy spytał ile mam lat . Powiedziałam, że 15 i odeszłam. Po południu poszłam na narty, sama .. chciałam przemyśleć wszystko. Stok był prawie pusty, czasem tylko pojedyncza osoba przejechała obok mnie. Zmęczona godzinną jazdą postanowiłam zdjąć narty i napić się gorącej czekolady. Wchodząc do `kawiarni` przy stoku poczułam dość zdecydowane ukłucie w nodze. Odwróciłam się. Za mną stał On i ewidentnie wbijał mi w nogę kij od nart. Nie chciałam z Nim rozmawiać, bynajmniej nie wtedy. Szybko wypiłam napój i spowrotem wyruszyłam na stok.
Po powrocie do hotelu usiadłam ze znajomymi i graliśmy w Monopoly. Ten chłopak cały czas kręcił się gdzieś w pobliżu. Później musiałam iść do pokoju po picie, na korytarzu siedział on z nogami ułożonymi tak, żebym nie mogła przejść. Powiedziałam `Weź nogi ` , a on `Nie można ładniej.?` .. wkurzyła mnie ta jego przesadna pewność siebie . Wzięłam jego nogi i sama odgrodziłam sobie przejście. Po dwóch godzinach grania , skierowałam się w stronę mojego pokoju. Długo nie mogłam zasnąć, wciąż myślałam o Nim. A następny dzień miał być o wiele bardziej zaskakujący. cdn...
 

 
Było mroźne zimowe popołudnie, kiedy zobaczyłam, że stał tam ON - ubrany w szare rurki , ferarki z pumy i granatową bluzę. Wyglądał na przygnębionego, smutnego. Chciałam do niego zagadać, ale wciąż kręcili się wokół mnie rodzice, siostra.. Warto dodać, że były to ferie, spędzane w górach. Może nie tyle , co spodobał mi się z wyglądu.. Było w Nim to COŚ. Wieczorem, gdy zmęczona kierowałam się ku mojemu pokojowi znów go zauważyłam. Szedł w moim kierunku, `bujał się` . Nie mogłam przejść, więc chciałam poczekać, ale stwierdziłam, że to może być dobra okazja do nawiązania znajomości. Z zawodowo wyćwiczonym uśmiechem na twarzy , rzuciłam niby to obojętnie ` nie bujaj się ` . Spytał mi się dlaczego, więc odpowiedziałam, że miejsca nie ma, żeby inni przeszli. On rzucił tylko pobłażliwe `ja lubię ` i oddalił się. Później spotkaliśmy się na kolacji, nadal był smutny, ale nie odważyłam się Mu już nic mówić. Około 220 wieczorem poszłam do mojego pokoju i oczekiwałam następnego , na pozór zwyczajnego dnia. Ale czy na pewno .? cdn...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (42) ›